25 września 2026 r. w Bieździadce odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej akcję przejęcia lotniczego zrzutu broni i wyposażenia wojskowego na placówkę odbiorczą Armii Krajowej o kryptonimie „Jaskółka”, która miała miejsce w nocy 9/10 kwietnia 1944 r.
Uroczystości rozpoczęły się Mszą świętą polową odprawioną w intencji żołnierzy Armii Krajowej, lotników i organizatorów akcji, a także mieszkańców gminy Kołaczyce zamordowanych podczas II wojny światowej. Homilię wygłosił ks. dr Jan Kulig – rodak. Następnie odsłonięto i poświęcono powstałe upamiętnienie. Do jego odsłonięcia zaproszono Annę Żygłowicz – przedstawicielkę rodziny Mieczysława Żygłowicza – wraz z synem Jakubem, przedstawiciela Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych – majora Thysa Hoedemana, Zastępcę Kanadyjskiego Attaché Obrony, Królewskich Kanadyjskich Siły Powietrznych (RCAF) oraz burmistrz Kołaczyc – Magdalenę Stasiowską.
Dla uznania inicjatywy władz Gminy Kołaczyce, w związku z odsłonięciem obelisku z okazji 82. rocznicy zrzutu broni i wyposażenia na placówkę AK „Jaskółka ” w Bieździadce na ręce organizatorów Prezydent RP Karol Nawrocki przesłał flagę Rzeczypospolitej Polskiej oraz skierował list:
Podziękował za powstałe upamiętnienie i napisał, aby widok biało-czerwonych barw był eksponowany podczas uroczystości patriotycznych . Aby umacniał dumę mieszkańców z własnych korzeni i chwalebnej historii Ojczyzny.Podziękował władzom samorządowym, działaczom Stowarzyszenia Miłośników Kołaczyc, społecznościom miejscowych szkół, a także wszystkim, którzy pielęgnują pamięć, upowszechniają wiedzę o historii lokalnej. Dostrzegł także aktywny udział i sukcesy młodzieży w ogólnopolskich konkursach historycznych oraz owocną współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej. Podziękował opiekunom Izby Muzealnej za dbanie o cenne pamiątki prezentowane podczas wystaw, organizowane lekcje muzealne i konferencje oraz za różnorodne wydarzenia, które służą krzewieniu etosu patriotycznego i umacniają przywiązanie mieszkańców do miejscowych tradycji.
Szczególne znaczenie miała obecność przedstawiciela Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych – majora Thysa Hoedemana, Zastępcę Kanadyjskiego Attasché Obrony, Królewskich Kanadyjskich Siły Powietrznych (RCAF). Związek Kanady z wydarzeniami w Bieździadce nie jest przypadkowy. Pilotem Halifaxa, który w kwietniu 1944 roku dostarczył broń dla AK, był Arthur Victor Dunphy z Royal Canadian Air Force, służący w 148. Dywizjonie Specjalnego Przeznaczenia RAF. Jego udział w operacji potwierdzają materiały Instytut Pamięci Narodowej, a także brytyjskie dokumenty dotyczące przyznanego mu później Distinguished Flying Cross.
Podczas uroczystości odbył się Apel Pamięci, który odczytała Katarzyna Gajda-Bator z Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie oraz część artystyczna przygotowana przez uczniów Szkoły Podstawowej w Bieździedzy. Uczniowie zaprezentowali inscenizację historyczną, która obrazowała przebieg wydarzeń z kwietnia 1944 roku. Młodzi wykonawcy przedstawili zarówno moment alianckiego zrzutu, jak i późniejsze przejęcie oraz zabezpieczenie broni przez żołnierzy Armii Krajowej.
Na uroczystość poczet chorągwiany Wojska Polskiego wystawił 33. Batalion Lekkiej Piechoty z Dębicy ”, a asystę honorową Batalion Dowodzenia 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.
Pomysł tego upamiętnienia zapoczątkował udział uczniów Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Kołaczycach w ogólnopolskim projekcie „Silni Polską”. Fundatorem i realizatorem upamiętnienia została Gmina Kołaczyce. Materiały historyczne wykorzystane przy przedsięwzięciu były efektem pracy dr. Andrzeja Borcza i Waldemara Natońskiego w ramach projektu „Na tropie zrzutowisk Armii Krajowej”. Wydarzeniu towarzyszyła okolicznościowa wystawa, przygotowana przez Szkołę Podstawową w Bieździedzy.
Opis zrzutu na „Jaskółkę” w Bieździadce
Samoloty dokonujące zrzutów przylatywały z dalekiej bazy alianckiej położonej koło Brindisi w południowej części Włoch. Nocny lot do okupowanej Polski tam i z powrotem trwał około 8 - 10 godzin. Zrzuty odbywały się około północy. Były to bardzo ryzykowne wyprawy. Czterosilnikowym ciężkim maszynom z siedmioosobowymi załogami zagrażały niemieckie nocne myśliwce, artyleria przeciwlotnicza, trudne warunki pogodowe i awarie techniczne. Niektórym lotnikom wojenne szczęście niestety nie dopisało…
Akcja przejęcia lotniczego zrzutu broni i wyposażenia wojskowego na placówkę odbiorczą Armii Krajowej o kryptonimie „Jaskółka” w Bieździadce rozpoczęła się w godzinach wieczornych w Wielką Sobotę 8 kwietnia 1944 roku, kiedy to żołnierze AK należący do obsługi zrzutowiska otrzymali rozkaz pogotowia. Obsługa każdej placówki odbiorczej składała się z kilku zespołów: sygnalizacyjnego, odpowiedzialnego za zebranie zasobników, zapewniającego osłonę oraz zespołu transportującego i zabezpieczającego materiały.
Wyczekujący konspiratorzy z placówki odbiorczej „Jaskółka” zmuszeni byli wskazać nadlatującemu samolotowi ze 148 Dywizjonu Specjalnego Przeznaczenia RAF (pilotem tej maszyny był kapitan Arhur Victor Dunphy z Royal Canadian Air Force) sygnał świetlny odwołujący zrzut. W pobliskich zabudowaniach dworskich w Bieździedzy i Bieździadce zakwaterowany został nieoczekiwanie silny niemiecki oddział. Realizacja zrzutu w tych okolicznościach groziła przejęciem zasobów przez przeważające siły okupanta. Analogiczny sygnał odebrała załoga drugiego brytyjskiego samolotu, który również pojawił się wkrótce nad polaną zrzutową. Oba samoloty odleciały, a rozżaleni konspiratorzy rozeszli się do swoich kryjówek.
Kolejnej nocy 9/10 kwietnia 1944 roku okoliczności były znowu fatalne. Niemieccy żołnierze nadal stacjonowali w pobliskich dworach, dlatego przybyły na pole zrzutowe zaledwie kilkuosobowy zespół żołnierzy AK zasygnalizował nadlatującej maszynie dwoma czerwonymi lampami literę G (alfabet Morse’a). Oznaczało to niebezpieczeństwo i zabraniało zrzutu. Nad placówką odbiorczą pojawił się ponownie o godzinie 23.10 samolot Halifax JP-223 „W”, którą pilotował kapitan Artur Victor Dunphy. Pomimo ostrzeżenia w ciągu 19 minut (23.16-23.35) w trzech nalotach samolot dokonał z wysokości około 1500 stóp (czyli około 450 metrów) udanego zrzutu 12 zasobników i 12 paczek, po czym oddalił się na południe w kierunku bazy. Według zachowanych zapisków nawigatora samolot dokonał zrzutu „na migające lampy”. Maszyna szczęśliwie wylądowała w bazie o godzinie 03.40 po 8.15 godzinach lotu.
Trudno obecnie stwierdzić, dlaczego zrzut został wykonany pomimo otrzymania z ziemi prawidłowego sygnału o zagrożeniu placówki. Być może załoga zdecydowała się przekazać zasoby partyzantom mając świadomość, jak bardzo cenne to dla nich wyposażenie? A może lotnicy przewidywali, że kolejna, trzecia wyprawa nad „Jaskółkę” nie dojdzie już do skutku?
Zrzut był niespodziewany i placówka odbiorcza nie była tej nocy gotowa do przejęcia tak wielu zasobników i paczek. Aby ocalić otrzymane materiały należało szybko sprowadzić ludzi do zebrania zasobników, zapewnić osłonę oraz środki transportu.
Poznajmy relację kapitana Józefa Modrzejewskiego ps. „Lis” – dowódcy placówki odbiorczej „Jaskółka”:
„ (…) Nagle samolot zatacza duże koło (…) i kieruje się wprost na naszą placówkę (…) czyżby nie zrozumiał naszego sygnału. (…) obniża się do zrzutu ? (…) nagle z kadłuba samolotu strzelają w dół ładunki na spadochronach Niektóre z nich spadły na szczyt wzgórza a inne na zbocze od strony Bieździadki i Bieździedzy, skąd są dobrze widoczne. Oczekujemy w każdej chwili uderzenia Niemców, musimy więc działać szybko…. Przede wszystkim wysyłam „Gebelsa” i jednego z braci Sanokowskich dla zaalarmowania placówki odbiorczej. Następnie wspólnie z „Bukiem”, „Bogusławem” i drugim z Sanokowskich rzucamy się na nadęte powietrzem spadochrony i zduszamy je do ziemi. Zaczynamy naturalnie od tych, które spadły na brzeg wzgórza i na zbocze w stronę wsi. Następnie odcinamy sznury spadochronów i przenosimy paczki oraz zasobniki na wzgórze w kierunku lasu. Z paczkami idzie nam łatwo, gdyż ważą około 40 kg. Natomiast o wiele gorzej jest z zasobnikami o wadze ok. 120 kg. Musimy je toczyć po błotnistej ziemi.
O godz. 3.30 przybywa zaalarmowany oddział odbiorczy. Praca przybiera teraz szybkie tempo. Ładujemy pośpiesznie paczki i zasobniki na trzy wozy. Okazuje się, że całość zrzutu nie możemy na raz załadować. Dzielimy go więc na trzy transporty.
Pierwszy przewozimy do lasu nieopodal i zakopujemy, maskując następnie stosem drewna.
Drugi transport zabieramy ze sobą kilka kilometrów w głąb lasu. Z tym transportem maszerujemy drogą leśną już o świcie. (…) Jesteśmy piekielnie zmęczeni, zabłoceni, ale weseli (…) wieziemy ze sobą upragnioną broń.
Zaistniały trudności z odszukaniem jednego pojemnika, którego szukano aż do rana. Poszukiwania zakończyły się sukcesem; Znaleziono go wraz ze spadochronem w samotnie stojącej zagrodzie w pobliżu lasu, gdzie wylądował na podwórzu”.
Podjęta przez nieprzyjaciela interwencja lotnicza - niemiecki nocny myśliwiec wysłany z lotniska w Krośnie - okazała się spóźniona. Samolot za pomocą reflektorów oświetlił jedynie opróżnione pole zrzutowe. Partyzanci znajdowali się już w pobliskim lesie.
Rankiem 10 kwietnia 1944 r. w Bieździadce zjawili się przybyli z Jasła funkcjonariusze niemieckiego okupacyjnego aparatu bezpieczeństwa wraz z wezwanymi policjantami granatowymi. Spędzono miejscowych mężczyzn na dziedzińcu tamtejszego dworu i rozpytywano o wydarzenia minionej nocy. Odliczono 50 osób i nakazano im spenetrować pole pod lasem. Pozostali oczekiwali pod ścianą dworskiej stodoły. Niemcy znajdujący się we dworze, jak i gestapowcy przypuszczali, że nocą miał miejsce zrzut komandosów, którzy mogą nadal znajdować się w kompleksie leśnym na południe od Bieździadki i oczekiwać w zasadzce. Działali więc ostrożnie, chodząc jedynie po domach i rozpytując głównie o ludzi. Miejscowi doskonale wiedzieli o tym zrzucie, ale nikt słowa nie pisnął. Ostatecznie nie doszło do żadnych represji i gestapowcy powrócili do Jasła.
Pomimo wielkiego zagrożenia żołnierzom AK udało się zebrać i zabezpieczyć wszystkie pojemniki z tak cenną zawartością, które zostały ukryte m.in. na plebanii w Sieklówce, a następnie przetransportować je do bezpiecznego schronu przygotowanego na terenie wsi Chrząstówka. Otrzymana broń – w tym karabiny maszynowe Bren oraz pistolety maszynowe Sten wraz z amunicją zostały wkrótce wykorzystane przeciw Niemcom podczas realizacji akcji „Burza”.
Dowódca Armii Krajowej generał Tadeusz Komorowski ps. „Bór” informował w depeszy:
„Na „Jaskółkę” (…) zrzut na pojedyncze światło migające ostrzegawcze. Placówka była bardzo zagrożona, sprzęt tylko cudem ocalał…”
W akcji przygotowania, odbioru zrzutu, transportu i zabezpieczenia otrzymanej broni i wyposażenia uczestniczyło kilkudziesięciu żołnierzy Armii Krajowej (w większości z Warzyc i Sieklówki), w tym kilku oficerów z Komendy Obwodu AK Jasło i lokalnych struktur Kedywu. Konspiracyjne zasady zabraniały tworzenia list zawierających dane personalne uczestników odbioru zrzutu, które mogły zostać przechwycone przez wroga. Personalia kilkunastu, których udział w akcji udało się potwierdzić na podstawie zachowanych relacji i wspomnień.
- kapitan Józef Modrzejewski ps. „Lis” – komendant Obwodu Jasło Armii Krajowej, dowódca placówki odbiorczej „Jaskółka”
- Antoni Holik ps. „Gazda”
- Zbigniew Cerkowniak ps. „Boruta”
- Józef Drelihowski ps. „Hen”
- Jan Walczyński ps. „Buk”
- Jan Betlej ps. „Rafałek”
- Józef Dubiel ps. „Wiktor”
- Władysław Baran ps. „Bekas”
- Adam Piegłowski ps. „Bogusław”
- Mieczysław Żygłowicz ps. „Jurek”
- Ludwik Ligara ps. „Mały”
- Jan Gałuszka ps. „Gebels”
- Jan Sanokowski ps. Augustyn”
- Tadeusz Sanokowski ps. „Góral”
- Władysław Owsiak ps. „Wacek”
- Franciszek Żołna ps. „Kawka”
- Franciszek Żółkoś ps. „Ogień”
- Władysław Dunaj ps. „Piłka”
Jest bardzo prawdopodobne, ale do końca nie potwierdzone, że na pokładzie samolotu „Halifax” JP-223 „W” znajdował się pochodzący z Podkarpacia nawigator major Józef Gryglewicz (oficer łącznikowy z polskiej 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia). Być może to jego obecność przyczyniła się do dokonania zrzutu pomimo tak niesprzyjających okoliczności.





























