26 września 2025 r. w Dylągówce odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej Ofiary Zbrodni Katyńskiej z gminy Hyżne.
Uroczystość rozpoczęła się Mszą Świętą koncelebrowana pod przewodnictwem metropolity przemyskiego abp. Adama Szala, z udziałem ks. Roberta Świtalskiego i kapłanów z dekanatu błażowskiego. Homilię wygłosił abl. Adam Szal. Po zakończonej Mszy św. Józef Sieńko w asyście aspiranta sztabowego Tomasza Wosia, wiceprzewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego Niezależnego Związku Zawodowego Policjantów wręczył pamiątkowe medale „Katyń 1940” proboszczowi parafii w Dylągówce oraz wójtowi Gminy Hyżne Bartłomiejowi Kuchcie. W jego imieniu medal odebrał sołtys Ślemp Leszek.
Podczas uroczystości głos zabrał dr hab. Dariusz Iwaneczko, dyrektor Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, który był fundatorem pamiątkowej tablicy, dr Marcin Bukała, który przedstawił biogramy upamiętnionych mieszkańców Gminy Hyżne, ofiary zbrodni katyńskiej, insp. Małgorzata Fafara, zastępca komendanta wojewódzkiego Policji w Rzeszowie oraz dr Ewa Leniart, poseł na Sejm RP, a równocześnie inicjatorka powstania takiej tablicy w Dylągówce.
Kolejnym punktem było odsłonięcie i poświęcenie tablicy, która zawisłą na ścianie frontowej kościoła, która upamiętnia Ofiary Zbrodni Katyńskiej z gminy Hyżne: Jakuba Hałdysa – posterunkowego PP, Kazimierza Hałdysa – posterunkowego PP, Tomasza Pałaca –posterunkowego PP i Jakuba Staszczaka – st. posterunkowego PP. W odsłonięciu tablicy uczestniczyli przedstawiciele rodzin zamordowanych policjantów; Bogusława Dziuba, Wanda Jaworska, Anna Karczmarz, Stanisława Starzak, Tadeusz Południak wraz z rodzinami.
Na zakończenie odbyła się ceremonia składania wiązanek kwiatów i zniczy pod odsłoniętą tablicą.
- Posterunkowy PP Jakub Hałdys – urodził się 16 kwietnia 1906 r. w Dylągówce. Pochodził z rodziny chłopskiej. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej w Dylągówce. „Był chłopcem pracowitym, uczciwym, prowadził się wzorowo”. W latach 1928‒1929 odbył służbę wojskową w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku. Od września 1929 r. w Policji Państwowej. W 1930 r. ukończył Szkołę dla Szeregowych Policji Państwowej w Mostach Wielkich. Po ukończeniu szkoły przydzielony do Posterunku Policji Państwowej w Samborze. Od 1934 r. posterunkowy w Starej Soli. W 1937 r. przeniesiony do służby w województwie poleskim, na Posterunku Policji Państwowej w Czerniach (powiat brzeski). We wrześniu 1939 r. pojmany przez Sowietów, osadzony w obozie jenieckim w Ostaszkowie, zamordowany przez NKWD w Kalininie (obecnie Twer) w 1940 r., pogrzebany w Miednoje. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje. Jakub Hałdys miał nieposzlakowaną opinię, potwierdzoną przez naczelnika gminy Dylągówka Antoniego Batora „pracowity, uczciwy, prowadził się wzorowo”, KP PP „rodzina cieszy się dobrą opinią”, nawet jego wygląd zewnętrzny oceniono jako robiące „dobre wrażenie”.
Zachowało się jego świadectwo z 1918 r. podpisane przez ks. proboszcza Ignacego Łacheckiego i Annę Jędrzejowiczównę, z dwory w Dylągówce. W obu półroczach, ze wszystkich przedmiotów miał oceny bardzo dobre, za wyjątkiem śpiewu. Był więc człowiekiem bardzo zdolnym i mądrym. Jakub Hałdys miał wyjątkowego pecha. Sowiet, który spisywał nazwiska polskich policjantów i umieszczał je na listach transportowych przed egzekucją - popełnił błąd literowy przy jego nazwisku. Napisał Gałdys. Błąd został powielony wielokrotnie i utrwalony Księgach Cmentarnych, a nawet na tabliczce na Polskim Cementarzu Wojennym. Zamiast Hałdys, widnieje tam nazwisko Gałdys. Dziś po 85 latach poprawiamy wspólnie ten błąd. Mam nadzieję, że kiedyś uda się również poprawić fizycznie jego nazwisko na tabliczce cmentarnej w Miednoje. - Posterunkowy PP Kazimierz Hałdys – urodził się 12 lutego 1896 r. w Hyżnem. Służył w policji woj. lwowskiego, co najmniej od 1927 r. jako posterunkowy w Borysławiu. We wrześniu 1939 r. pojmany przez sowietów wraz z innymi policjantami i ludnością cywilną podczas próby ewakuacji na południe, do Rumunii. Osadzony w obozie jenieckim w Ostaszkowie, zamordowany przez NKWD w Kalininie (obecnie Twer) w 1940 r., pogrzebany w Miednoje. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje. Żona Łucja została wywieziona przez władze sowieckiej na Syberię (nie wiadomo czy wraz ze synami), gdzie zmarła w 1942 r. Dzieci małżeństwa Hałdysów znalazły się po II wojnie światowej na Dolnym Śląsku (okolice Środy Śląskiej). Zostały wychowane przez rodzinę ze strony matki. Tragiczna rodzinna historia. Ta historia pokazuje, jaki tragiczny los dotyczył wielu polskich rodzin – zabity ojciec, zmarła matka, samotność dzieci, przesiedlenia i brak możliwości pozostania w miejscu, gdzie spędziło się część swojego życia.
- Posterunkowy PP Tomasz Pałac – urodził się 12 grudnia 1907 r. w Dylągówce, syn Walentego i Marianny. Pochodził z rodziny chłopskiej. W policji od 1 lutego 1933 r. Co najmniej od 1936 służbę pełnił w woj. wołyńskim, m.in. na posterunku w Silnie (pow. łucki). Od 16 sierpnia 1938 r. do września 1939 r. w Wydziale Śledczym Policji Państwowej w Łucku. We wrześniu 1939 r. pojmany przez sowietów, osadzony w obozie jenieckim w Ostaszkowie, zamordowany przez NKWD w Kalininie (obecnie Twer) w 1940 r., pogrzebany w Miednoje. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje.
Jego rodzinny dom mieścił się na działce, na której obecnie znajduje się plebania. Pewnie był człowiekiem zaradnym jak inni męscy członkowie jego rodziny. Ojciec wyjechał do USA, by za ciężko zarobione pieniądze nabyć 5 hektarów pola w centrum Hyżnego, przy starej drodze. Ziemię kupił od hrabiego Konstantego Dzieduszyckiego. Podzielił ją na 5 części, po jednej dla każdego z dzieci. Synowie jednak wybrali inną drogę. Jeden – Józef wyjechał do Kanady wbrew woli ojca i został tam do końca życia. Drugi z synów - Tomasz wstąpił do Policji. Służył na Wołyniu, posterunek w Silnie, mieszkał w Zofiówce. Miał kochającą żonę Genowefę. Z rodzinnych przekazów wynika, że gdy wybuchła wojna, zbliżali się Sowieci, miejscowa ludność namawiała go aby uciekał wraz innymi cywilami. Honor i obowiązek policjanta mu jednak nie pozwalał. Został na posterunku do końca. Jego historia jest oczywiście tragiczna, jak wielu innych katyńczyków. To też historia pięknej małżeńskiej miłości. Jego żona Genowefa przeżyła wojnę. Wiedziała, że mąż zginął, ale do końca życia miała cichą nadzieję, że może to jednak nieprawda i ukochany mąż wróci ze Związku Sowieckiego. Zachowało się jedno zdjęcie z 1951 r., na którym wdowa po Tomaszu pani Genowefa siedzi zapatrzona w portret męża w policyjnym mundurze. Patrzy oczami wciąż zakochanej kobiety. Do końca życia nosiła zdjęcie męża w książeczce do modlitwy. Jest też kartka pocztowa z 1989 lub 1990 r. napisana w imieniu wdowy po Tomaszu Pałacu do obecnej tu pani Bogusławy Dziuby. Była na niej prośbą o pomoc w ustaleniu, gdzie może przekazać informacje o mężu, który zginął w Zbrodni Katyńskiej. 90 proc. listu pisał ktoś młodszy. Na końcu było jednak jedno zdanie napisane odręcznie przez wdowę „Teraz się nie boje podać” (tych informacji). Ta historia pokazuje, ile czasu musiało minąć, aby w Polsce można było mówić o Zbrodni Katyńskiej bez obaw. - St. posterunkowy PP Jakub Staszczak – urodził się 1893 r. Pochodził z rodziny chłopskiej. Żołnierz Wojska Polskiego od 4 grudnia 1918 do 25 sierpnia 1919 i od 12 lipca do 1 grudnia 1920 r. W policji od 1 maja 1923 r. Co najmniej od 1936 służbę pełnił w woj. wołyńskim, m.in. w pow. zdołbunowskim - do 17 wrzesnia 1937 na Posterunku w Mogilanach, następnie przeniesiony na Posterunek w Chorowie. We wrześniu 1939 r. pojmany przez Sowietów, osadzony w obozie jenieckim w Ostaszkowie, zamordowany przez NKWD w Kalininie (obecnie Twer) w 1940 r., pogrzebany w Miednoje. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje. Najstarszy stopniem i doświadczeniem, w chwili śmierci miał 47 lat. Miał za sobą służbę w wojsku w latach 1919-1920, kiedy trzeba było walczyć o granice Polski i niepodległość naszego kraju. Został skierowany do służby w Policji w województwie wołyńskim, tuż przy granicy ze Zawiązkiem Sowieckim. Pracował na specjalnym, granicznym posterunku policji. Do tego typy posterunków nie trafiali ludzie przypadkowi, tylko fachowcy, państwowcy, o nieskazitelnej postawie moralnej. Realizowali tam bowiem nie tylko zadania porządkowe, nie strzegli tam tylko prawa, ale często realizowali też zadania wywiadowcze na rzecz polskiego państwa.
Wybuch wojny i atak Związku Sowieckiego zastał go na posterunku. Jak mówią rodzinne przekazy został pojmany przez miejscowych Ukraińców, zabrany z toalety i oddany w ręce Sowietów. Nic dziwnego, że akurat ci ludzie go pojmali – w końcu Staszczak walczył jako żołnierz w wojnie polsko-ukraińskiej w 1919 r. Jego los był przesądzony – wydano go w ręce sowietów, przeciwko którym również walczył w 1920 r., gdy toczyła się wojna polsko-bolszewicka.
Tablica w Dylagówce została sfinansowana przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie.
Organizatorami uroczystości byli: Parafia rzymskokatolicka pw. Niepokalanego SercaNajświętszej Marii Panny w Dylągówce, Gmina Hyżne i Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie.



























