29 listopada w Rzeszowie Instytut Pileckiego upamiętnił Michała Stasiuka, zamordowanego przez niemieckich funkcjonariuszy za pomoc kilkudziesięciorgu Żydom ukrywającym się w podziemiach rzeszowskiego Rynku. To już siedemdziesiąta druga upamiętniona ofiara i trzydziesta uroczystość zrealizowana w ramach programu „Zawołani po imieniu”. Program „Zawołani po imieniu” – poświęcony jest obywatelom polskim zamordowanym za pomoc Żydom w czasie okupacji niemieckiej. Pamięć o nich jest pielęgnowana we wspomnieniach rodzin, często jednak historie te nie są znane nawet wspólnocie lokalnej, nie wspominając o ogóle społeczeństwa. Instytut Pileckiego podejmuje starania, aby te tragiczne doświadczenia stały się częścią powszechnej świadomości historycznej. Uroczystości upamiętniające są zawsze organizowane we współpracy ze wspólnotą samorządową i rodzinami ofiar. Odsłaniany kamień pamięci ma służyć integracji i aktywizacji lokalnej społeczności. Program jest objęty Patronatem Narodowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości. Uroczystości, przygotowanej wspólnie z Urzędem Miasta Rzeszowa, towarzyszyły wydarzenia popularyzacyjne i edukacyjne, dzięki współpracy z Kuratorium Oświaty w Rzeszowie oraz Rzeszowskimi Piwnicami i Estradą Rzeszowską.
Pod rzeszowskim rynkiem od wieków istniał system podziemnych przejść i pomieszczeń służących jako piwnice. W czasie niemieckiej okupacji, policzyć dokładnie prawdopodobnie od wiosny 1943 roku, stały się one kryjówką dla prawie zawołać po imieniu 40 zbiegłych z tutejszego getta Żydów. „Bunkier”, bo tak nazywali to opatrzyć na drogę miejsce jego nowi lokatorzy, był doskonale zorganizowany – pełniono w nim wartę, a nawet zainstalowano system ostrzegawczy. Łącznikiem ze światem zewnętrznym i jednocześnie opiekunem uciekinierów był dozorca kamienic w rynku, Michał Stasiuk, wraz ze swoją żoną Wiktorią. Pod koniec lutego 1944 roku kryjówka została odkryta. Niemieckim funkcjonariuszom udało się złapać kilku uciekinierów, których poddano brutalnym przesłuchaniom, a następnie rozstrzelano. Uzyskane od nich informacje doprowadziły do aresztowania małżeństwa Stasiuków. Ostatecznie Wiktoria Stasiuk została zwolniona, a Michała Stasiuka skazano na śmierć za „pomoc elementom wrogim Rzeszy” – jak informowały rozwieszone w Rzeszowie niemieckie afisze śmierci. Wyrok wykonano pod koniec marca 1944 roku. Tylko nieliczni z ukrywających się pod rzeszowskim rynkiem Żydów przeżyli Holokaust.
Wtorkowe uroczystości rozpoczęły się o godz. 11:00 Msza świętą w kościele farnym w Rzeszowie, po której upamiętnienie Michała Stasiuka odbyło się w rzeszowskim ratuszu. Odsłonięto też tablicę upamiętniającą na placu Cichociemnych. W uroczystościach uczestniczył dr Piotr Szopa, naczelnik Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Rzeszowie.
Historia rodziny Stasiuków
W 1942 roku Michał Stasiuk z żoną Wiktorią (z domu Ciupak) oraz ich dwaj synowie – 24-letni Marian i 19-letni Franciszek Zygmunt mieszkali w Rzeszowie u zbiegu ulic Słowackiego i Matejki, w rejonie rynku. Michał pracował jako dozorca położonych przy rynku kamienic, a Mariana niemiecki urząd pracy wyznaczył na dozorcę budynku Gestapo.
Przed wojną Żydzi stanowili ok. 40 procent ludności Rzeszowa, współtworząc społeczny, gospodarczy i kulturalny obraz miasta. Jednak już w pierwszych miesiącach od zajęcia Rzeszowa Niemcy rozpoczęli prześladowania zmierzające do całkowitej alienacji i wyniszczenia żydowskich mieszkańców. Pod koniec grudnia 1941 roku utworzyli getto, do którego sukcesywnie przesiedlali Żydów z okolicznych miast i wsi. Na początku lipca 1942 roku, w ramach Aktion Reinhardt, getto zostało zlikwidowane, a większość ofiar zamordowana w obozie zagłady w Bełżcu. Niemcy pozostawili jedynie robotników w przymusowych obozach pracy, jednak wiosną 1943 roku także oni zaczęli być mordowani. Kilkoro Żydów z obozu pracy na Lisiej Górze zdecydowało się na ucieczkę. Byli wśród nich m.in. Natan Berliner, Bernard (Jesechiel) Kleinminc i jego matka. Postanowili ukryć się w podziemiach rzeszowskiego rynku – w przypominającym labirynt systemie piwnic i korytarzy. Nazwali to miejsce „Bunkrem”.
Liczba uciekinierów stopniowo się powiększała, ostatecznie w podziemiach schronienie znalazło prawie czterdzieści osób. Bunkrem zarządzał pochodzący z Jarosławia Jakub Jehoshua Springer „Sziko”. Wprowadzono warty, system ostrzegania za pomocą świateł, a nawet urządzono kuchnię. Łączność ze światem zewnętrznym częściowo zapewniał Abraham Ojzerowicz, wyznaczony przez Niemców na grabarza, co pozwalało mu względnie swobodnie poruszać się po Rzeszowie. Jednak na początku 1944 roku i on, z dwiema córkami – Heleną i Gustą, w obawie przed likwidacją ukrył się w podziemiach. Wówczas opiekunem i pośrednikiem ukrywających się został Michał Stasiuk. Pomagali mu żona Wiktoria i syn Marian. Dom Stasiuków, znajdujący się niedaleko wejść do podziemi stał się miejscem kontaktu i przerzutu Żydów do Bunkra.
Niemcy wiedzieli, że bunkier istnieje, i szukali go. Był on jednak naprawdę bardzo dobrze ukryty. Mieliśmy tam podziemne tunele i cały czas kopaliśmy nowe, by przygotować sobie drogę ucieczki na wypadek odkrycia naszej kryjówki. Nasza codzienność opierała się na dyscyplinie. Każdy miał wyznaczone zadania. Dniem i nocą na zmianę trzymaliśmy straż, żeby uniknąć zaskoczenia przez Niemców. Młodszy brat Siudka zamontował światła ostrzegawcze zamiast dzwonków alarmowych i odpowiadał za wystawianie straży. Pani Kleinminc prowadziła kuchnię. Mieliśmy zapas towarów, a Ojzerowicz dostarczał nam świeżych produktów, dopóki nie sprowadził się do bunkra ze swoją rodziną […] Tak upłynęło kilka miesięcy, aż wreszcie pewnego dnia, gdy kopaliśmy nowy tunel, odnieśliśmy wrażenie, że zostaliśmy odkryci. Wieczorem opuściliśmy bunkier i wtedy rzeczywiście nas znaleźli. Nie mieliśmy dokąd pójść. Byliśmy w gorszej sytuacji niż bezpańskie psy. Część z nas postanowiła zostać ze Stasiukiem. Przed świtem wiedzieliśmy już, że złapano kogoś z mieszkańców bunkra, dlatego pozostawanie w mieszkaniu Stasiuka stało się bardzo niebezpieczne. Razem z Avrumkiem Landauem natychmiast opuściliśmy je.
Relacja Lotki Goldberg.
Za: taż, I Shall Not Die, But Shall Live, (w:) M. Yaari Wald (red.), Ḳehilat Resha: sefer zikaron, Tel-Awiw 1967, s. 105-107.
Pod koniec lutego 1944 roku robotnicy przypadkiem natrafili na pierwotne wejście do podziemi, zamurowane ze względów bezpieczeństwa. Sądząc, że kryjówka została odkryta przez Niemców, Żydzi w panice zaczęli opuszczać podziemia. Część uciekinierów udała się w jedyne znane im przychylne miejsce – do domu Stasiuków, ale zostali zauważeni przez granatowych policjantów. Innych od razu złapali gestapowcy i żandarmi. Pojmani Żydzi zostali zamordowani. Jedna z uciekinierek, przesłuchiwana i torturowana przez Friedricha Pottebauma z rzeszowskiego Gestapo, wyjawiła szczegóły akcji.
Ostatecznie Gestapo aresztowało Wiktorię i Michała oraz Mariana Stasiuków pod zarzutem pomocy Żydom. Marian, z uwagi na to, że był dozorcą budynku Gestapo i dzięki wstawiennictwu granatowych policjantów, został zwolniony. Również jego matka Wiktoria opuściła areszt. Michała Stasiuka natomiast postawiono przed niemieckim sądem specjalnym.
22 marca 1944 roku w Rzeszowie rozwieszono plakaty, że Michał Stasiuk został skazany na karę śmierci „za pomoc elementom wrogim Rzeszy”. Prawdopodobnie kilka dni później, na rzeszowskim zamku, został on zamordowany przez kata Gestapo, volksdeutscha Aloisa Zielińskiego – mówi badacz i odkrywca tej historii, Kamil Kopera. - Jedynie nieliczni Żydzi ukrywający się w „Bunkrze”, m.in. Natan Berliner, Lotka Golberg czy Helena Ojzerowicz przetrwali Holokaust – wyjaśnia historyk.
W więzieniu przebywałem w różnych celach, w końcu pracowałem w więziennej stolarni. Zarówno koło cel, w których poprzednio siedziałem, jak koło stolarni były wykonywane wyroki śmierci. Ja widziałem sześć takich egzekucji, względnie widziałem później zwłoki zastrzelonych [...] Widziałem egzekucję 10 lub 12 więźniów m.in. Lamparta z Chmielnika [widnieje na obwieszczeniu o skazaniu na karę śmierci wraz z Michałem Stasiukiem – przyp. aut.], było to po południu i widziałem jak wywożono zwłoki pomordowanych, były one spuchnięte i powykrzywiane. Przypominam sobie też egzekucję kilkunastu Żydów i Żydówek, którzy zostali wykryci w piwnicy domu koło Rynku w Rzeszowie. Widziałem, jak więźniowie wynosili nagie ich zwłoki do trupiarki stojącej na podwórzu więziennym […] Z moich obserwacji wynika, że częstym wykonawcą egzekucji był gestapowiec Zieliński.
Zeznanie pod przysięgą Józefa B., 7 września 1982 roku.
Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie, sygn. S 8/80 k. 950.














